Audiowizualni.pl

Serwis informacyjny polskich producentów filmów fabularnych, dokumentalnych, animowanych i programów telewizyjnych

Jesteś tutaj: Home Opracowania filmu Audiodeskrypcja Audiodeskrypcja, deskrypcja - Przystosowanie filmu dla niepełnosprawnych na etapie produkcji byłoby tańsze

Audiodeskrypcja, deskrypcja - Przystosowanie filmu dla niepełnosprawnych na etapie produkcji byłoby tańsze

Wszystkie kłopoty rozwiązywałoby przygotowywanie napisów i audiodeskrypcji już na etapie produkcji – twierdzi Urszula Butkiewicz. Redaktorka napisów do filmów i audiodeskryptorka oraz zajmująca się tymi samymi dziedzinami postprodukcji Izabela Künstler zwracają uwagę na znikomą liczbę filmów kinowych przystosowanych dla niewidomych i niesłyszących, złe wykorzystanie publicznych pieniędzy i porównują dostęp do dóbr kultury osób niepełnosprawnych w kraju i zagranicą.

Zajmują się panie zarówno audiodeskrypcją dla osób niewidomych i niedowidzących, jak i napisami dla niesłyszących. Która z tych dwóch dziedzin stanowi większą część pań pracy?
Izabela Künstler: Obecnie każda z nich zajmuje nam tyle samo czasu. Zależy nam na tym, by uświadomić filmowców (którzy albo nie mają o tym pojęcia, albo podchodzą do tego z nieśmiałością, lękiem, obawą), że audiodeskrypcja i napisy dla niesłyszących są ważne i potrzebne.

Dlaczego filmowcy mieliby mieć coś przeciwko nim? Przecież zależy im na tym, by ich dzieła obejrzało jak najwięcej widzów...
I.K.: To dlaczego nic nie robią, by ich filmy były bardziej dostępne?

Urszula Butkiewicz: Problemem jest wyłożenie na to pieniędzy, choć potrzebna na to kwota jest zaledwie ułamkiem całego budżetu filmu.

Ile to zatem kosztuje?
I.K.: Kilka tysięcy złotych przy milionowych budżetach filmów.

U.B.: W przypadku audiodeskrypcji ten koszt to, oczywiście, nie tylko sam tekst, ale też opłata za studio i honorarium lektora.

I.K.: Koszty byłyby na pewno niższe w przypadku „hurtowych” działań postprodukcyjnych. Audiodeskrypcja przygotowywana na etapie produkcji byłaby tańsza „w komplecie”, jako część całości.

U.B.: Gdy powstaje na samym końcu działań filmowych, zawsze pojawia się pytanie: kto ma za nią zapłacić. Teraz najczęściej płacą fundacje działające na rzecz ludzi niepełnosprawnych, czasem Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, kiedy zgłaszają się tam owe fundacje.

I.K.: Uważam, że autorską wersję audiodeskrypcji mógłby pisać scenarzysta.

U.B.: Najlepiej we współpracy z kimś, kto wie, jak się ją przygotowuje.

Unia Europejska zobowiązuje nadawców stosowną regulacją prawną do przygotowywania napisów dla niesłyszących i audiodeskrypcji...

I.K.: Ale nie producentów filmów kinowych, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

Każdy obywatel powinien mieć zapewniony pełny dostęp do oferty kulturalnej...
I.K.: Taki postulat został zapisany w formie odezwy podczas ostatniego, 3. Festiwalu Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych w Płocku, we wrześniu, organizowanego przez Stowarzyszenie „De Facto”. Rozpoczął się on konferencją, której pokłosiem była petycja - pod nią podpisali się wszyscy uczestnicy, niektórzy Braille'em – by wszystkie filmy finansowane ze środków państwowych, budżetowych, m.in. przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, były obowiązkowo zaopatrywane w opracowania dla osób niepełnosprawnych. Taki jest postulat, na razie nie realizowany.

Ile filmów zagranicą zaopatruje się w napisy dla niesłyszących?
U.B.: W Wielkiej Brytanii napisy dla niesłyszących ma sto procent filmów emitowanych w telewizji. Ogromna większość produkcji kinowych również, podczas, gdy w Polsce to tylko trzy, cztery tytuły rocznie.

Kto dokonuje ich wyboru?
U.B.: Dofinansowujące napisy i audiodeskrypcję fundacje, jak choćby Fundacja Kultury bez Barier. Odbywa się to na zasadzie umów z dystrybutorami. Większość kosztów ponosi fundacja.

I.K.: Tym sposobem, niestety, powstaje po kilka opracowań tych samych filmów. Jeśli widz niewidomy chce pójść do kina, najczęściej nie może z powodu braku audiodeskrypcji. Pozostają mu te filmy na DVD, które ją posiadają. Gdy telewizja czasem pokazuje obrazy z DVD, nigdy nie emituje projekcji z audiodeskrypcją, która jest na płycie. Nie wiem dlaczego. Może z powodu nieukonstytuowania się praw autorskich...? Może nikt w telewizji nie jest zainteresowany sprawdzeniem tego...? Różne kanały często emitują „Wino truskawkowe” Dariusza Jabłońskiego, które ma audiodeskrypcję, ale żadna stacja jeszcze nigdy z niej nie skorzystała.

U.B.: To marnotrawienie pieniędzy.

I.K.: Podobnie jak dublowanie audiodeskrypcji, m.in. w przypadku „Rewersu” Borysa Lankosza, czy „Krótkiego filmu o zabijaniu” Krzysztofa Kieślowskiego.

U.B.: Zamawia się ją równolegle. Zamawiający nie wie, że ktoś inny już ją właśnie przygotowuje.

I.K.: Nie ma takiego miejsca, gdzie można by to sprawdzić. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego daje środki na audiodeskrypcję nie sprawdzając, o jakie filmy chodzi.

U.B.: Aby uniknąć dublowania audiodeskrypcji, wystarczyłaby większa integracja środowisk wokół ludzi niepełnosprawnych, ale fundacje rywalizują ze sobą walcząc o te same dotacje. Urzędnicy Ministerstwa powinni sprawdzać, czy dwa razy nie wydają pieniędzy na ten sam cel.

I.K.: A jeżeli już są wydawane dwa razy, ta druga wersja powinna być świadomie zrobiona inaczej. Piszemy dla ludzi, których percepcja świata jest bardzo zróżnicowana. Inaczej odbierają świat niewidomi od urodzenia, inaczej ci, którzy stracili wzrok, inaczej niedowidzący. Druga wersja „Krótkiego filmu o zabijaniu” mogłaby już powstać z myślą o konkretnym odbiorcy, ale nikt do tej pory o tym nie pomyślał.

U.B.: Sądzę, że wszystkie kłopoty rozwiązywałoby przygotowywanie tych opracowań już na etapie produkcji. Każdy nadawca miałby prawo z nich korzystać, marnotrawienie pieniędzy zostałoby wyeliminowane.

I.K.: Jedyne filmy, które w tym roku weszły do dystrybucji kinowej z możliwością włączenia audiodeskrypcji to „Imagine” Andrzeja Jakimowskiego i „Chce się żyć” Macieja Pieprzycy. Ale kina unikają takich pokazów. Czekają na to, kiedy zadzwoni do nich kilka osób z pytaniem, czy można obejrzeć film z audiodeskrypcją, wtedy ewentualnie zorganizują taki pokaz i ostatecznie wypożyczą widzom słuchawki. Nie mają urządzeń do dostarczania odbiorcom tej specjalnie przygotowanej ścieżki dźwiękowej. Na Zachodzie wszystkie kina mają taki sprzęt. Dla osób gorzej słyszących dysponują urządzeniami wzmacniającymi dźwięk.

U.B.: Niektóre polskie teatry – m.in. Teatr Narodowy i Teatr Polski w Warszawie - mają takie urządzenia. Choć sprzęt powstał z myślą o osobach niedosłyszących, nadaje się także do przekazu audiodeskrypcji - niewidomi odbiorcy słuchają przez słuchawki opisów, czytanych na żywo przez lektora.

I.K.: Na Zachodzie, w kinach i teatrach są interaktywne fotele ze słuchawkami w oparciach, z możliwością włączenia napisów na ekranikach. To kwestia rozwiązań systemowych. Ktoś u nas powinien podjąć stosowne decyzje a potem egzekwować ich przestrzeganie. Natomiast my jesteśmy autorkami i przyjmujemy zamówienia. Pracujemy dla fundacji, telewizji, Narodowego Instytutu Audiowizualnego, Stowarzyszenia „De Facto” i Centrum Kultury Wrocław Zachód.

U.B.: Nie narzekamy na brak pracy. Wynika to z tego, że audiodeskrypcja to u nas wciąż młoda dziedzina.

I.K.: Szkolimy naszych następców.

U.B.: Na razie zajmuje się tym niewiele osób.

Gdzie organizują panie szkolenia?
I.K.: Szkolenia przeprowadzamy na zlecenie różnych instytucji czy fundacji, które je organizują. Co roku prowadzimy zajęcia dla studentów Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

U.B.: Napisy dla niesłyszących i audiodeskrypcja to dwa przedmioty na podyplomowych studiach dla tłumaczy audiowizualnych. Na świecie uznaje się obie te dziedziny za rodzaje tłumaczenia. Na Uniwersytecie Jagiellońskim organizowane są warsztaty z obu tych specjalności. Dwudniowe szkolenie z opracowywania napisów dla niesłyszących odbyło się w Centrum Kultury Wrocław Zachód. Szkoliłyśmy też przewodników turystycznych w Krakowie i Warszawie - jak opisywać architekturę i dzieła sztuki w sytuacji, kiedy cała grupa zwiedzających jest słabowidząca.

Czy każdy nadaje się na audiodeskryptora?
I.K.: Taka osoba musi nienagannie mówić po polsku, dobrze pisać, być cierpliwa, ponieważ to żmudne zajęcie.

U.B.: Konieczne jest wyczucie językowe.

W przypadku napisów muszą panie zmieścić jeszcze na ekranie informacje o różnych hałasach, integralnych dla filmu...

U.B.: Ważne też bywają informacje o tym, w jaki sposób pewne kwestie zostały wypowiedziane. Wówczas trzeba je zamieścić kosztem skrótów w dialogach.

I.K.: Przekazanie klimatu, kolorytu, nastroju, emocji jest również ważne w przypadku audiodeskrypcji.

U.B.: Trzeba jednocześnie nadążać za fabułą. Nie można zakłócać dialogów. Komentarz dotyczący tego, co dzieje się na ekranie musi się zmieścić pomiędzy nimi. Audiodeskrypcja jest sztuką ogromnego skrótu, kondensacji znaczeń. Warstwa dialogów i narracji nie mogą się na siebie nakładać.

Kiedy w Polsce pojawiła się audiodeskrypcja?
I.K.: W 2006 roku odbył się pierwszy pokaz w Białymstoku. Byli to „Statyści” Michała Kwiecińskiego. Następnie audiodeskrypcja pojawiła się w telewizji publicznej, dla której wówczas pracowałyśmy. Na stronie internetowej pojawił się najpierw serial „Ranczo” a potem wiele innych seriali, m.in. „Tajemnica twierdzy szyfrów” i „Magiczne drzewo”.

Czy audiodeskrypcja dla niewidomych dzieci jest bardzo trudna?
U.B.: Przede wszystkim fascynująca. Dużym wyzwaniem jest pisanie dla dzieci w wieku przed-przedszkolnym – to musi być ciepłe i sympatyczne opowiadanie z odpowiednim doborem słów. Przygotowujemy mnóstwo audiodeskrypcji dla dzieci dla kanałów MiniMini+ oraz teleTOON+ a także dla Teatru Baj.

rozmawiała Anna Kilian

© Audiowizualni.pl, 2013

AddThis Social Bookmark Button
 
 
 
 
Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!