Audiowizualni.pl

Serwis informacyjny polskich producentów filmów fabularnych, dokumentalnych, animowanych i programów telewizyjnych

Jesteś tutaj: Home Aktualności Wywiady Wywiady od A do Z Piotr Dzięcioł - wywiad o filmie Ida [Opus Film]

Wywiady od A do Z

Piotr Dzięcioł - wywiad o filmie Ida [Opus Film]

WywiadyChcąc realizować kino ambitne, artystyczne, można jedynie próbować znaleźć na nie środki finansowe zagranicą – mówi Piotr Dzięcioł. Producent i założyciel Opus Film opowiada o procesie produkcji i postprodukcji najnowszego dzieła studia – nagradzanej w Polsce i na świecie „Idy” Pawła Pawlikowskiego, zaletach koprodukcji i planach na najbliższą przyszłość.

„Ida” Pawła Pawlikowskiego to film już głośny nie tylko dzięki gdyńskim Złotym Lwom, ale także nagrodzie na festiwalu w Toronto...
Sądzę, że festiwalowa droga „Idy” dopiero się zaczyna. Film został zaproszony na wiele festiwali, do tej pory przynajmniej dwadzieścia, od Ameryki po Azję. „Ida” zdobędzie jeszcze wiele nagród.

Pomimo tych sukcesów to „Wałęsa. Człowiek z nadziei” powalczy o Oscara. Ten wybór uzasadniano sławą naszego prezydenta oraz reżysera. Ich nazwiska są w świecie dobrze znane...
Tak właśnie uzasadniano ten werdykt - „Wałęsa” ma o wiele większy od „Idy” walor promocyjny. Samo słowo Wałęsa dużo znaczy, Wajda jest reżyserem wielokrotnie uhonorowanym. To właśnie brała pod uwagę komisja wybierająca polskiego kandydata. „Ida” wchodzi do kin 25 października, więc teoretycznie mamy szansę zgłosić film w przyszłym roku. Ale czy tak zrobimy, zależy od tego, jaka będzie konkurencja.

„Ida” to najlepszy obraz Opus Film od czasu „Wymyku” Grega Zglińskiego...
Ten film nie został w Polsce doceniony. Tymczasem to kawał dobrego kina i potwierdzają to festiwale, na których został zaprezentowany.

Uważam, że rola, jaką zagrał w nim Robert Więckiewicz, jest do tej pory najlepszą w jego karierze...
Też tak uważam i byłem bardzo zasmucony, kiedy na festiwalu w Gdyni Robert nie dostał za nią nagrody (otrzymał ją Marcin Dorociński za kreację w „Róży” Wojciecha Smarzowskiego – przyp. red.). Nie widziałem jeszcze „Wałęsy”, ale wydaje mi się, że tą tytułową rolą nie przebije tej, którą zagrał u Grega Zglińskiego. Zaprezentował wówczas głębokie, dojrzałe aktorstwo.

Opus Film jest prężnie działającym studiem, starannie dobierającym bardzo interesujące projekty, tymczasem pomiędzy rokiem 2011 a bieżącym nie odbyła się żadna premiera wyprodukowanej przez Państwa fabuły...
W tym czasie realizowaliśmy filmy. Pracowaliśmy nad czterema koprodukcjami. Jedną z nich był „Kongres” Ariego Folmana z Robin Wright. Wykonaliśmy do niego prawie całą sekwencję animowaną, w Polsce, w studiu w Bielsku-Białej. To był ogromny wysiłek – dwójka producentów naprawdę miała co robić. Pracowaliśmy nad polsko-niemiecko-francusko-izraelską koprodukcją „Cyrlison”. Z różnych powodów do tej pory nie została ukończona, ale kiedy będzie, stanie się na pewno filmem ważnym. Zostaliśmy poproszeni przez Polski Instytut Sztuki Filmowej o ukończenie polsko-węgiersko-rumuńskiego projektu „Aglaia” Krisztiny Deak. W tym czasie odbyła się premiera jeszcze innej koprodukcji – norwesko-francusko-szwedzko-polskiej „Wyspy skazańców” Mariusa Holsta ze Stellanem Skarsgårdem.

Na większość naszych filmów pozyskujemy dofinansowanie z innych krajów europejskich. To także zobowiązuje nas do tego, by wchodzić w te europejskie projekty, które nas interesują. Poza czterema koprodukcjami mieliśmy kilka projektów w developmencie. W prace nad nowym projektem staramy się wchodzić na bardzo wczesnym etapie. Dotyczyło to chociażby filmu „Obietnica” Anny Kazejak. Zdjęcia powstały w czerwcu tego roku w Szczecinie. Teraz jesteśmy na etapie postprodukcji w Kopenhadze, ponieważ koproducentami są Duńczycy. Pracujemy też nad nowym projektem Sławomira Fabickiego – zdjęcia rozpoczną się w przyszłym roku. „Bonobo Jingo” będzie dużym filmem familijnym realizowanym w koprodukcji europejskiej. Mogliśmy zacząć realizować go wcześniej, ale Sławek chciał najpierw zrobić „Miłość”. Wyreżyserował ją we współpracy z innym producentem. Właśnie rozpoczęliśmy zdjęcia do nowego filmu Jerzego Stuhra - „Obywatel”. Każda nowa produkcja to kilka lat pracy, developmentu, przygotowań, zbierania funduszy. We wspomnianym przez panią czasie wyprodukowaliśmy również serial „Paradoks” oraz inne projekty – dokumentalne i animowane.

Zarówno „Obietnica”, jak i „Ida” są koprodukcjami z Danią. Jak do nich doszło?
Droga do ich realizacji była zupełnie różna. W przypadku filmu Ani Kazejak mój syn Łukasz, który też pracuje w Opus Film, odbywał roczny kurs dla młodych producentów europejskich – EAVE (European Audiovisual Entrepreneurs – przyp. red.). Tam poznał młodego duńskiego producenta. Zawierając takie znajomości, szukając partnerów, producenci wymieniają scenariusze. Skrypt Ani i Magnusa von Horna bardzo się spodobał w Duńskim Instytucie Sztuki Filmowej. Dostali stamtąd wsparcie. Mając takiego partnera mogliśmy zacząć się starać o dofinansowanie z Eurimages i dostaliśmy je. W ten właśnie sposób nawiązaliśmy współpracę z Danią. Z „Idą” było trochę inaczej. Ojcem projektu był Eric Abraham z londyńskiego Portobello Pictures. On sfinansował powstanie scenariusza (napisanego przez Brytyjkę Rebekę Lenkiewicz i Pawła Pawlikowskiego – przyp. red.). W pewnej chwili – z różnych przyczyn - Eric musiał wycofać się z finansowania filmu w takim zakresie, w jakim nam wcześniej obiecywał. Na swoje miejsce zaproponował zaprzyjaźnionego producenta duńskiego. I znów – scenariusz bardzo się spodobał w Duńskim Instytucie Sztuki Filmowej. Razem wystąpiliśmy do Eurimages i dostaliśmy dofinansowanie.

Nasze studio jest – obok Apple Film Production Darka Jabłońskiego – jednym z najbardziej rozpoznawalnych studiów w Europie. Jeździmy na pitchingi, ja uczestniczyłem kiedyś w Producers on the Move, nasza producentka Ewa Puszczyńska – która produkowała „Idę” - jest bardzo aktywna w Europie. Podobnie jak mój syn, uczestniczący zarówno w EAVE, jak i Producers on the Move. Skończył też roczny kurs producencki w Szkole Filmowej w Kolonii. Ciągle ktoś się do nas zgłasza ze swoim scenariuszem. Z kolei gdy my mamy ciekawy tekst, szukamy potencjalnych partnerów. Większość naszych filmów staramy się sfinansować środkami pozyskanymi poza Polską.

Czy łatwiej zdobyć dofinansowanie zagranicą, czy ze strony PISF?
PISF stanowi podstawowe źródło dofinansowania polskich filmów, do tego został powołany i idziemy tam z każdym projektem. Ale pamiętajmy, że może on zapewnić jedynie pięćdziesiąt procent środków na film. Większość producentów staje przed problemem, skąd wziąć resztę. Istnieją, oczywiście, fundusze regionalne. W przypadku filmów komercyjnych można pozyskać prywatnych inwestorów. Ale chcąc realizować kino ambitne, artystyczne, można jedynie próbować znaleźć na nie środki finansowe zagranicą. Staramy się iść tą drogą. Wówczas, jeżeli tylko mamy dobry scenariusz, jest dużo łatwiej.

Jaki był budżet „Idy”?
Około dwóch milionów euro. Gdyby była robiona w Polsce, kosztowałaby mniej. Ale jeśli pozyskaliśmy środki w Danii, to musieliśmy właśnie tam je wydać. Tam robiliśmy postprodukcję, głównie dźwięku. Postprodukcja obrazu robiona była w Polsce, podobnie montaż. W przypadku filmu Ani Kazejak już cała postprodukcja odbywa się w Kopenhadze. „Obietnicę” montuje montażysta Larsa von Triera. Kiedy Ania poleciała do Kopenhagi, to jej film już został zmontowany, bez jej udziału, na podstawie scenariusza.

Koprodukcje bardzo się opłacają polskiej stronie. Czy w takim samym stopniu – zagranicznej?
To się opłaca każdej stronie. Duńczycy są bardzo dumni z „Idy”. Ten film został tam bardzo dobrze przyjęty i wchodzi do dystrybucji. Dostaliśmy listy gratulacyjne z Duńskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Na pewno nie jest to nasza ostatnia koprodukcja z Duńczykami.

Na jakie rynki „Ida” została sprzedana?
Na razie - do dwudziestu siedmiu krajów.

Czy trudno było znaleźć plenery do „Idy”?
Wbrew pozorom tak. Polska jednak znacznie się zmieniła od lat sześćdziesiątych, kiedy rozgrywa się akcja filmu. Scenografowie musieli się natrudzić, by znaleźć odpowiednie plenery i wnętrza. Wymagało to sporych środków potrzebnych na adaptację, ale Katarzyna Sobańska i Marcel Sławiński świetnie się spisali. Dowodem na to jest nagroda na festiwalu w Gdyni, zdobyta trzeci raz z rzędu – dwa lata temu za „Młyn i krzyż” Lecha Majewskiego, rok temu za „W ciemności” Agnieszki Holland. Po ukończeniu „Idy” od razu zaproponowaliśmy im pracę przy „Obietnicy”. Zresztą Ania Kazejak znała Marcela Sławińskiego jeszcze ze Śląska.

Czy był pan na wręczaniu nagród dla „Idy” w Toronto?
Nie, ale poleciała tam Ewa Puszczyńska, która była producentem wiodącym tego filmu. Teraz jest w Izraelu, ponieważ trwają jeszcze zdjęcia do wspomnianego przeze mnie „Cyrlisona”. Ewa opowiadała, że odbiór „Idy” w Toronto był niesamowity. Wszędzie ludzie rozmawiali na temat naszego filmu. Otrzymał Nagrodę FIPRESCI. Opus Film stara się robić dobre kino. Najbardziej cieszyłbym się, gdyby udało się połączyć walory kina artystycznego z zaletami komercyjnego. Jesteśmy bardzo dumni ze Złotych Lwów w Gdyni, zwłaszcza że podkreślano, iż był to najlepszy festiwal od wielu lat. Konkurencja była wyjątkowo silna...

rozmawiała Anna Kilian

© Audiowizualni.pl, 2013

AddThis Social Bookmark Button
 
 
 
 
Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!